Śniadanie
w TVN.
Praktyki neo-telewizyjne albo telewizja 2.0.
Co
kryje się pod słownym potworem brzmiącym: neo-telewizja? Czy jest
to nowy design telewizyjnych konwencji obrazowania? Czy są to nowe
odsłony ukochanych programów? Czy jest to telewizja rodem z XXI
wieku? Ktoś kto intuicyjnie odpowiedziałby trzy razy tak, zapewne
nie byłby w błędzie. Badacze Casetti i Odin zręcznie wykuwając
ten umowny termin, wgłębiają się w pewne mechanizmy i zwracają
uwagę na dwa kluczowe aspekty, ideowy i strukturalny.
Według
nich, zmianie ulegało podejście telewizji do widza. Dziś nie
jesteśmy oglądającymi, nie jesteśmy pouczani i informowani przez
wychowujący, pedagogiczny wręcz, strumień telewizyjny. Dziś, my
telewidzowie uczestniczymy w dyskusji rozgrywającej się na ekranie.
Sam jej przedmiot ulega zmianie, jest życiowy, bliski normalnemu
szarakowi. Wypowiedzi ekspertów są zmarginalizowane i mniej cenne
niż opinie ludzi, powiedzmy postronnych. Dziś każdy może mieć
opinię o czymkolwiek i nie wstydzić się jej zaprezentować na
forum. Przy tym całym zaangażowaniu w bliskość życia codziennego
nie może obejść się bez popadania w kolokwializmy. I tak każdy
mówi, nie tylko co chce, ale i jak chce, wkradają się do telewizji
zwierzenia, poufałe rozmowy zakrawające o sprawy sypialniane i
wulgaryzmy.
Ujęcie
„treści życiowych” w pewną ramę jest niezbędne i tworzy
strumień telewizyjny. Jednak co podkreślają badacze, także
odmienny od poprzedniego paleo-strumienia bo bardziej elastyczny i
bardziej płynny. Jego nurt niesie mocno i daleko. Struktura
programów, planowania czasu jest niejasna, „rozmyta”. Treści
powtarzają się, przeplatają i łączą w niekończącą się
spiralę. Są w strumieniu nawet futurospekcje (skróty z
przyszłości).
Wszystko
to przypomina świat zbudowany na opak, pogrążony w nieustannej
atmosferze frywolności i rozprężeniu. Wszystko dozwolone. Mówi
się o sytuacji biesiady opisując neo-telewizję. Nie bezzasadnie
można by nazwać telewizję karnawałową. Sytuacja bliskości
realizatorów i telewidzów jest zaskakująca; panują relacje wręcz
familiarne a zaprzeczenie założeniom paleo-telewizji, podążając
za Bachtinem przywołuje detronizację.
Jakkolwiek
brzmi taki model domaga się on dowodów i nie ma chyba lepszego
sposobu na ich dostarczenie, jak krótka analiza tzw. programu
śniadaniowego.
Wybór
padł na stację TVN, gdzie możemy oglądać taką audycję przez
trzy godziny, siedem dni w tygodniu. Moje doświadczenie jest
bieżące, dzisiejsze.
Ogółem,
dla każdego coś miłego. Są dyskusje na kontrowersyjne lub
aktualne tematy, wywiady z gwiazdami, kulinaria, wskazówki co do
zdrowego stylu życia, reklamy modnych produktów, muzyka. Całość
zaczyna się wcześnie (8.00). W studio panuje poranna atmosfera,
prezenterzy piją herbatę. Dowiadujemy się o dzisiejszym materiale
w programie, którego gwoździem zdaje się być rapujący
9-latek. Widać, że spektrum dzisiejszego programu jest duże. Od
podróży po Himalajach, po reanimację dziecka z drgawkami. Gdzieś
po drodze Jerzy Stuhr opowie o chorobie i młodym pokoleniu, dowiemy
się o adaptowanym na grunt polski programie projekt Runway,
zjemy humus, przejrzymy prasę (informacje z Ukrainy), posłuchamy
Webb Sisters,
zdenerwujemy się na skandaliczne zachowanie nastolatki i dowiemy się
o nadchodzącej wiośnie.
Ogółem,
nie da się oprzeć wrażeniu, że program chce dostarczać nam
istotnych w codziennym funkcjonowaniu informacji. Podsuwa nam
propozycje nie tylko jak poukładać bieżący dzień, ale nawet jak
zachowywać się jutro, czy zawsze, kiedy bezpośredni kontakt zerwie
się (np.: segregować odpady lub gotować dietetyczne dania).
Taktyka wkradanie się w życie telewidza poprzez zapraszanie go do
koegzystencji, ubrana jest właśnie w karnawałowy kostium. Dlaczego?
Wystarczy przysłuchać się prezenterom. Sposób w jaki inicjują
rozmowę z zaproszonymi rodzicami młodocianego rapera jest
zaskakujący. Normalna sytuacja komunikacji między osobami w tym
wieku, nie znającymi się, wymaga pewnych reguł. Tutaj regułą
jest zaprzeczenie standardom, prezenterzy krzyczą, oburzają się,
nie pozwalają swoim rozmówcą dokończyć myśli. Mało tego, sądzą
ich za zaniedbanie na synu. Ale pomijając wulgarny dialog, wystarczy
spojrzeć na konwencję całej sytuacji. Wspominali o niej Casetti i
Odin. Chodzi o sytuację odwiedzin, dominuje tutaj figura gościa i
gospodarza i w tym przypadku gospodarzy jest dwóch: mężczyzna i
kobieta, którzy zgodnie występują w imieniu programu niczym
telewizyjne małżeństwo. Atmosfera jest domowa. Panuje poufałość. Pojawiają się dowcipy, żarty, porzekadła, i biało-czarna ocena faktów.
Wywróceniu
ulega logiczna konstrukcja śniadaniowej audycji. Jest tu wszystko i
nic. Wszystko przechodzi płynnie we wszystko, bo właściwie ciężko
nadać jakiś tok tak różnym zagadnieniom. Tak jak w życiu, różne
bodźce dochodzą człowieka, tak w śniadaniowej TV różne tematy
zlewają się w nieprzerwany strumień (świadomości lub
nieświadomości).
Dydaktyczny
charakter paleo-telewizji został zmieciony prawie całkowicie.
Zaproszenie na śniadanie, tj do wspólnego konsumowania
najróżniejszych treści, wypłukuje właściwie te treści. A
proces ten jest zamierzony i uskuteczniany to pod rygorem braku
wszelkiego rygoru nad doborem informacji. Telewizja generacji 2.0
jest partnerem czekającym na widza, który rozpocznie dialog.
Oczywiście TV 2.0 jest tylko moim roboczym terminem w tej refleksji,
choć myślę, że do pewnego stopnia adekwatnym. Rzecz jasna
zamieszczanie naszych treści w telewizji nie może dorównywać
możliwościom Internetu. Możemy jednak „zamieszczać” swoje
emocje, swój rzeczywisty czas, kreować oglądalność. Jak
zauważyli badacze, o których wspomniałem to nadawca, czy inaczej
realizator wychodzi do nas naprzeciw, zaprasza nas do siebie, dzieli
się z nami swoim życiem (jeśli wolno dokonać takiego uosobienia).
Śniadaniowa telewizja jest czymś więcej niż prostą rozrywką.
Jest pewną areną umożliwiającą zwykłym ludziom uczestnictwo w
wielkim świecie. To biesiadowanie z gwiazdami, ludźmi sukcesu,
bycie na bieżąco i w środku dyskusji wyzwala potężny mechanizm
identyfikacji. Jednocześnie zwyczajność, błahość tego co
zaprezentowane przywodzi na myśl poufałość i zażyłość relacji
telewizja-widz.
Dzień
dobry TVN, jest neo-strumieniem.
Dokładnie takim o jakim pisali Casetti i Odin. Elementy powtarzają
się i przeplatają, regularnie widzimy bloki reklamowe. Mimo zegara
w dole ekranu ciężko natrafić na jakiś punkt odniesienia w
czasoprzestrzeni. Wymieszanie, skrzyżowanie różnych treści wzmaga
efekt strumienia, podążania z pewnym nurtem, za przepływającymi
treściami.
Podsumowując,
w tak pobieżnym spojrzeniu, w programie śniadaniowym można
odnaleźć wszystkie cechy neo, o których pisali badacze. Do czego
to prowadzi? Z pewnością ciężko orzec o socjologicznych
przemianach wśród widzów. Można jednak z całą
odpowiedzialnością wskazać na rozwój medium w kierunku
interaktywności. Interaktywności zapośredniczonej bo ukrytej w
sposobie mówienia ekranów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz