poniedziałek, 10 marca 2014


Śniadanie w TVN.
Praktyki neo-telewizyjne albo telewizja 2.0.

   Co kryje się pod słownym potworem brzmiącym: neo-telewizja? Czy jest to nowy design telewizyjnych konwencji obrazowania? Czy są to nowe odsłony ukochanych programów? Czy jest to telewizja rodem z XXI wieku? Ktoś kto intuicyjnie odpowiedziałby trzy razy tak, zapewne nie byłby w błędzie. Badacze Casetti i Odin zręcznie wykuwając ten umowny termin, wgłębiają się w pewne mechanizmy i zwracają uwagę na dwa kluczowe aspekty, ideowy i strukturalny.
   Według nich, zmianie ulegało podejście telewizji do widza. Dziś nie jesteśmy oglądającymi, nie jesteśmy pouczani i informowani przez wychowujący, pedagogiczny wręcz, strumień telewizyjny. Dziś, my telewidzowie uczestniczymy w dyskusji rozgrywającej się na ekranie. Sam jej przedmiot ulega zmianie, jest życiowy, bliski normalnemu szarakowi. Wypowiedzi ekspertów są zmarginalizowane i mniej cenne niż opinie ludzi, powiedzmy postronnych. Dziś każdy może mieć opinię o czymkolwiek i nie wstydzić się jej zaprezentować na forum. Przy tym całym zaangażowaniu w bliskość życia codziennego nie może obejść się bez popadania w kolokwializmy. I tak każdy mówi, nie tylko co chce, ale i jak chce, wkradają się do telewizji zwierzenia, poufałe rozmowy zakrawające o sprawy sypialniane i wulgaryzmy.
   Ujęcie „treści życiowych” w pewną ramę jest niezbędne i tworzy strumień telewizyjny. Jednak co podkreślają badacze, także odmienny od poprzedniego paleo-strumienia bo bardziej elastyczny i bardziej płynny. Jego nurt niesie mocno i daleko. Struktura programów, planowania czasu jest niejasna, „rozmyta”. Treści powtarzają się, przeplatają i łączą w niekończącą się spiralę. Są w strumieniu nawet futurospekcje (skróty z przyszłości).
   Wszystko to przypomina świat zbudowany na opak, pogrążony w nieustannej atmosferze frywolności i rozprężeniu. Wszystko dozwolone. Mówi się o sytuacji biesiady opisując neo-telewizję. Nie bezzasadnie można by nazwać telewizję karnawałową. Sytuacja bliskości realizatorów i telewidzów jest zaskakująca; panują relacje wręcz familiarne a zaprzeczenie założeniom paleo-telewizji, podążając za Bachtinem przywołuje detronizację.
   Jakkolwiek brzmi taki model domaga się on dowodów i nie ma chyba lepszego sposobu na ich dostarczenie, jak krótka analiza tzw. programu śniadaniowego.
   Wybór padł na stację TVN, gdzie możemy oglądać taką audycję przez trzy godziny, siedem dni w tygodniu. Moje doświadczenie jest bieżące, dzisiejsze.
   Ogółem, dla każdego coś miłego. Są dyskusje na kontrowersyjne lub aktualne tematy, wywiady z gwiazdami, kulinaria, wskazówki co do zdrowego stylu życia, reklamy modnych produktów, muzyka. Całość zaczyna się wcześnie (8.00). W studio panuje poranna atmosfera, prezenterzy piją herbatę. Dowiadujemy się o dzisiejszym materiale w programie, którego gwoździem zdaje się być rapujący 9-latek. Widać, że spektrum dzisiejszego programu jest duże. Od podróży po Himalajach, po reanimację dziecka z drgawkami. Gdzieś po drodze Jerzy Stuhr opowie o chorobie i młodym pokoleniu, dowiemy się o adaptowanym na grunt polski programie projekt Runway, zjemy humus, przejrzymy prasę (informacje z Ukrainy), posłuchamy Webb Sisters, zdenerwujemy się na skandaliczne zachowanie nastolatki i dowiemy się o nadchodzącej wiośnie.
   Ogółem, nie da się oprzeć wrażeniu, że program chce dostarczać nam istotnych w codziennym funkcjonowaniu informacji. Podsuwa nam propozycje nie tylko jak poukładać bieżący dzień, ale nawet jak zachowywać się jutro, czy zawsze, kiedy bezpośredni kontakt zerwie się (np.: segregować odpady lub gotować dietetyczne dania). Taktyka wkradanie się w życie telewidza poprzez zapraszanie go do koegzystencji, ubrana jest właśnie w karnawałowy kostium. Dlaczego? Wystarczy przysłuchać się prezenterom. Sposób w jaki inicjują rozmowę z zaproszonymi rodzicami młodocianego rapera jest zaskakujący. Normalna sytuacja komunikacji między osobami w tym wieku, nie znającymi się, wymaga pewnych reguł. Tutaj regułą jest zaprzeczenie standardom, prezenterzy krzyczą, oburzają się, nie pozwalają swoim rozmówcą dokończyć myśli. Mało tego, sądzą ich za zaniedbanie na synu. Ale pomijając wulgarny dialog, wystarczy spojrzeć na konwencję całej sytuacji. Wspominali o niej Casetti i Odin. Chodzi o sytuację odwiedzin, dominuje tutaj figura gościa i gospodarza i w tym przypadku gospodarzy jest dwóch: mężczyzna i kobieta, którzy zgodnie występują w imieniu programu niczym telewizyjne małżeństwo. Atmosfera jest domowa. Panuje poufałość. Pojawiają się dowcipy, żarty, porzekadła, i biało-czarna ocena faktów.
   Wywróceniu ulega logiczna konstrukcja śniadaniowej audycji. Jest tu wszystko i nic. Wszystko przechodzi płynnie we wszystko, bo właściwie ciężko nadać jakiś tok tak różnym zagadnieniom. Tak jak w życiu, różne bodźce dochodzą człowieka, tak w śniadaniowej TV różne tematy zlewają się w nieprzerwany strumień (świadomości lub nieświadomości).
   Dydaktyczny charakter paleo-telewizji został zmieciony prawie całkowicie. Zaproszenie na śniadanie, tj do wspólnego konsumowania najróżniejszych treści, wypłukuje właściwie te treści. A proces ten jest zamierzony i uskuteczniany to pod rygorem braku wszelkiego rygoru nad doborem informacji. Telewizja generacji 2.0 jest partnerem czekającym na widza, który rozpocznie dialog. Oczywiście TV 2.0 jest tylko moim roboczym terminem w tej refleksji, choć myślę, że do pewnego stopnia adekwatnym. Rzecz jasna zamieszczanie naszych treści w telewizji nie może dorównywać możliwościom Internetu. Możemy jednak „zamieszczać” swoje emocje, swój rzeczywisty czas, kreować oglądalność. Jak zauważyli badacze, o których wspomniałem to nadawca, czy inaczej realizator wychodzi do nas naprzeciw, zaprasza nas do siebie, dzieli się z nami swoim życiem (jeśli wolno dokonać takiego uosobienia). Śniadaniowa telewizja jest czymś więcej niż prostą rozrywką. Jest pewną areną umożliwiającą zwykłym ludziom uczestnictwo w wielkim świecie. To biesiadowanie z gwiazdami, ludźmi sukcesu, bycie na bieżąco i w środku dyskusji wyzwala potężny mechanizm identyfikacji. Jednocześnie zwyczajność, błahość tego co zaprezentowane przywodzi na myśl poufałość i zażyłość relacji telewizja-widz.
   Dzień dobry TVN, jest neo-strumieniem. Dokładnie takim o jakim pisali Casetti i Odin. Elementy powtarzają się i przeplatają, regularnie widzimy bloki reklamowe. Mimo zegara w dole ekranu ciężko natrafić na jakiś punkt odniesienia w czasoprzestrzeni. Wymieszanie, skrzyżowanie różnych treści wzmaga efekt strumienia, podążania z pewnym nurtem, za przepływającymi treściami.
Podsumowując, w tak pobieżnym spojrzeniu, w programie śniadaniowym można odnaleźć wszystkie cechy neo, o których pisali badacze. Do czego to prowadzi? Z pewnością ciężko orzec o socjologicznych przemianach wśród widzów. Można jednak z całą odpowiedzialnością wskazać na rozwój medium w kierunku interaktywności. Interaktywności zapośredniczonej bo ukrytej w sposobie mówienia ekranów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz